Ca³a przygoda, o której chcê Wam opowiedzieæ, rozpoczê³a siê… Nie wiem kiedy, ale jako¶, powiedzmy, w roku 1450. Panowa³a wtedy królowa Mae-Gresha, w³adczyni mórz, pustyñ, lasów, wy¿yn i g³êbin. Uda³o jej siê zdobyæ si³y wszystkich ¿ywio³ów Starego Imperium – wody, ognia, natury, ¶wiat³a i ciemno¶ci.
Có¿ z tego, je¿eli na ¶wiecie kryje siê jakie¶ z³o, które czyha na ka¿dego pêdraka w³adaj±cego ¿ywio³ami? Wyci±gniesz z nosa ma³±, magmow± kulkê i zabijesz ni± przeciwnika? O, nie. Nic z tego. Za s³abo. Z ¿ywio³ami mo¿na bawiæ siê wieloma sposobami. Mo¿esz sobie podgrzaæ tosty, albo ugotowaæ parówki. Mo¿esz nawet odprawiæ czarn± mszê w szafie. Nie o to chodzi. ¯ywio³y s± po to, aby korzystaæ z nich nie tylko w celach w³asnych. S± po to, aby pomagaæ, nie utrudniaæ sobie ¿ycia i zmierzyæ siê z przeciwno¶ciami losu.
Nikt nie bêdzie Ciê kopa³, je¿eli sam go wcze¶niej nie kopniesz.
Dziadek Gulirex wyszed³ z chatki. Zmru¿y³ oczy przed ¶wiat³em dziennym. Mia³ ostrego kaca. Rozejrza³ siê dooko³a. Ulice by³y puste. Tylko niedaleko jego nogi skaka³ ropuchokot.
- Co tam, urwisie? – spyta³ pogodnie dziadek.
U¶miechniêty ropuchokot nabra³ powietrza do swoich p³uc, po czym g³o¶no bekn±³. Po chwili odpowiedzia³:
- Gówno.
Nie zaskoczy³o to Gulirexa. Ropuchooty s± z natury nieprzyjazne. Taki tam, wybryk natury. Lubi± od¿ywiaæ siê kisielem z bajor Czerstwych Mokrade³. Ich historia jest ca³kiem ciekawa. W Dalmanii znalaz³y siê ca³kiem przypadkowo. Jaki¶ mêdrzec wzi±³ ze sob± ¿elki, w których by³a ju¿ ropucha. Oczywi¶cie, bez ¿elków. ¯elki zosta³y zjedzone. Ropuchy z Czerstwych Mokrade³ umiej± przedostawaæ siê przez rzeczy jak duchy, dziêki swym kamufla¿om i czasami niematerialnej postaci. No, ale przejd¼my do rzeczy. Mêdrzec by³ w¶ciek³y, bowiem nie by³y to zwyk³e ¿elki. By³y to ¿ydowskie ¿elki. Posiada³y one moc gojenia ran, uspokajania i relaksowania. Ropucha zmar³a zaraz po zjedzeniu owej trzystugramowej paczki zastyg³ej galaretki. Mêdrzec bez wahania wrzuci³ zdech³e zwierzê do kanalizacji, gdzie zmutowa³o siê ono z dzikimi kotami. Tak powsta³ ropuchokot.
Dziadek Gulirex us³ysza³ dziwne krzyki. Jakby nawo³ywania, podobne nawet do rytua³ów Starego Imperium. Ulic± przechodzi³a grupka ¯ydów, a w¶ród nich Papa ¯yd, znany równie¿ jako Icoteraz.
- Witaj, Icoterazie! – pozdrowi³ go dziadek.
Grupka ob³±kanych mêczenników zatrzyma³a siê, po czym zrzuci³a z grzbietu Papê ¯yda. On zdmuchn±³ z siebie drobinki kurzu, podrapa³ po prawej pasze, po czym poda³ rêkê dziadkowi.
- Siema. Co tam?
Gulirex zawsze by³ zdegustowany zachowaniem Icoteraza. Nic jednak nie mówi³ na ten temat i odpowiedzia³:
- Noo, nic. Nudno. Banda ¯ebraków wyruszy³a gdzie¶ na pó³nocny wschód, do Krypanii.
- Co ich tam sprowadza?
- ¯ebracy bêd± walczyæ z elfami o piwo dla krasnoludów. Ostatnio Melfer, ksi±¿ê krasnoludów, podpisa³ pakt z Brudasem, w³adc± ¯ebraków. Ponoæ ¯ebracy bêd± dostawaæ piêæ procent dochodów z kopalni.
- Oho, no to im siê uda³o. A co u ciebie?
Dziadek Gulirex zamy¶li³ siê.
- No, Gulireksie, czeka nas trudne zadanie. – powiedzia³ Icoteraz.
Gulirex spojrza³ na ¯yda z nieukrywanym zdziwieniem w oczach.
- Jakie?
Icoteraz rozejrza³ siê dooko³a, a nastêpnie krzykn±³:
- Poczekajcie tu, o ob³±kani! Wasz pan za chwilê tu przyjdzie!
Po tym wepchn±³ dziadka do domu i zamkn±³ drzwi na k³ódkê-komódkê. By³a to niezwyk³a k³ódka, któr± mo¿na by³o odczarowaæ jedynie dotykiem maga.
- Zapewne s³ysza³e¶ o porwaniu Mae-Greshy – zacz±³.
Gulirex otworzy³ szeroko oczy, po czym usiad³ powoli na krze¶le. Mebel lekko siê rozsun±³ pod wp³ywem jego ciê¿aru.
- Nie, nie s³ysza³em.
- Och… No wiêc, królewnê porwano. Sprawcy s± nieznani, chocia¿ agenci z dzia³u Enigmatycznych powiedzieli mi, ¿e wszystko wskazuje na to, i¿ królewna jest w dolinach Rakishu.
Gulirex wzdrygn±³ siê na samo us³yszenie tego s³owa. Rakish. Rakish. Rakish.
- Kontynuuj – powiedzia³ ochryp³ym g³osem.
- Sam doskonale wiesz, ¿e w Rakishu ¿yj± najgorsze typy na ¶wiecie. Ka¿dy mieszkaniec zabi³ chocia¿ kilkana¶cie istot. Trzeba by³oby urz±dziæ wyprawê po nasz± damê…
- No wiêc urz±dzaj.
- Sêk w tym, ¿e ja mam wzglêdy w³adcy elfów, a ty masz wzglêdy w³adcy ¯ebraków. Gdy po³±czymy nasze si³y, mo¿emy odbiæ Mae-Greshê!
- Rób co chcesz, mnie w to nie mieszaj.
Papa ¯yd popatrzy³ z pogard± na dziadka.
- Nie ¿artuj. Musisz nam pomóc, to jest w³adczyni Nowego Imperium.
Gulirex pokiwa³ przecz±co g³ow±.
- Nigdy nie by³em w Rakishu, odk±d zginêli moi rodzice.
- A co siê z nimi sta³o?
Dziadek otar³ oczy z ³ez. Patrzy³ k±tem oka ze smutkiem na Papê ¯yda, po czym odpowiedzia³:
- Te potwory, gobliny z Rakishu, uformowa³y wielki sze¶cian z budyniu waniliowego. Wsadzili tam moich rodziców i musia³em patrzeæ, jak ton± w zagêszczonym mleku.
Icoteraz wydmucha³ nos i poprawi³ okulary na nosie.
- Tak, tak. Tak. Zdecydowanie tak.
- Co? – odpar³ poirytowany dziadek.
- No tak. ¯e tak. Mówiê, ¿e twa historia mnie wzruszy³a.
Gulirex stêkn±³ cicho, po czym wsta³ z krzes³a. Mebel przesun±³ siê i drapa³ tak o pod³ogê, jakby chcia³ powiedzieæ „wreszcie, ku**a”.
- Pomy¶lê nad tym, Papo. Tym czasem idê spaæ, bo ju¿ po³udnie. Muszê ciê przeprosiæ.
Icoteraz pokiwa³ g³ow± i wyszed³ z domu. ¯ydzi wziêli go na plecy i dalej galopowali dooko³a Dzielnicy Pourywanych Kabli.
Dziadek Gulirex zasn±³ snem b³ogim. My¶la³ nad t± ca³± spraw± we ¶nie. I wiedzia³, ¿e i tak we¼mie w tym udzia³.
[ Dodano: 23 Lipiec 12, 17:04 ] Rozdzia³ I
Dziadek obudzi³ siê jak zwykle zdenerwowany i pewny tego, ¿e kto¶ go obserwuje. Jednak jedyne, co go obserwowa³o, to drewniany kruk w zegarze na kuku³kê.
Gulirex wci±¿ my¶la³ o zdarzeniu sprzed kilku godzin. By³ ju¿ stary i nie tak sprawny, jak dawniej. Z drugiej strony Mae-Gresha to rodzina. W koñcu to córka cioci Prigentop, która jest córk± brata siostry ojca córki Gulirexa. Najbli¿szej rodziny nigdy siê nie zostawia. Co innego dalsz±, dalsz± mo¿na wypierdoliæ.
Spojrza³ w lustro. Ujrza³ wielk±, zniekszta³con±, blad± twarz. Dziadek Gulirex. Mia³ przekrwione, piwne oczy. Z nosa wystawa³y mu d³ugie, siwe w³osy, które straszy³y dzieci. Nawet najtwardsze bobasy p³acz± na widok w³osów z nosa dziadka. Jego uszy by³y wielkie i wygl±da³y jak talerze na najwiêksz± pizzê Dalmanii. Na g³owie mia³ co¶ w rodzaju w³osów, jednak w³osami mo¿na by³o nazwaæ TO kilkaset lat temu. No w³a¶nie, je¿eli chodzi o wiek, Gulirex jest dosyæ stary. Jest trollem, trolle nie s± nie¶miertelne, ale d³ugowieczne. Szczerze mówi±c, nikt nie zna wieku dziadka Gulirexa.
Nagle zadzwoni³ dzwonek do drzwi. Dziadek pocz³apa³ do nich i otworzy³ je. W progu stanê³a niska, grubawa kobieta z obfitym biustem i podziurawionymi rajstopami na sobie. Pali³a papierosa. Kto¶ by pomy¶la³, ¿e to papieros wydziela tak du¿o zapachu tytoniu, w rzeczywisto¶ci jednak to ta kobieta pachnê³a tytoniem. Ca³a ciocia Prigentop.
- Co jest, trollu? – rzek³a rozbawiona. Rozejrza³a siê po pokoju. – Widzê, ¿e nikt ciê nie lubi. Nie masz go¶ci. Chod¼, idziemy siê przej¶æ.
Gulirex wyszed³ z chaty. Nie mia³ nawet zamiaru zamykaæ drzwi. Starym trollom nikt nie kradnie rzeczy. Rzeczy starego trolla ¶mierdz± gorzej ni¿ najgorzej spocona skarpeta w najgorszej dzielnicy Rakishu.
- Co¶ chcesz? – spyta³ z lekkim poirytowaniem troll.
Ciocia Prigentop chrz±knê³a. By³a wied¼m±. Wied¼my zawsze czego¶ chc±.
- Generalnie, zaginê³a moja córka. Porwano j±, jaka¶ banda gwa³cicieli z Rakishu.
Dziadek zmierzy³ j± surowym spojrzeniem, po czym odrzek³:
- Nie bój siê. Twoja córka jest tak brzydka, ¿e nikt jej nie zgwa³ci, chocia¿by by³a to najgorsza tortura na ¶wiecie.
Przystanêli. Ciotka Prigentop z³apa³a za ramiê Gulirexa.
- Wiesz, ¿e za ni± nie przepadam. Adoptowa³am j± dla lansu, teraz jestem stara i takie dzieci mnie wkurwiaj±.
- Wiêc czego ode mnie chcesz? – spyta³ zdziwiony.
- No, ¿eby¶ j± uratowa³, naturalnie. Wszyscy wiedz±, ¿e trolle takie jak ty s± pomocnicze i mo¿na na nie liczyæ. Upiek³am trochê zaczarowanych p±czków... – siêgnê³a do torby, po czym wyjê³a kilka ma³ych, l¶ni±cych p±czusiów i poczêstowa³a dziadka. – Ka¿dy z nich posiada w ¶rodku szczyptê magii ¿ywio³ów. Kiedy zjesz jednego, bêdziesz w³ada³ przez kilkana¶cie minut jednym z ¿ywio³ów, co zale¿y od nadzienia p±czka.
- Dziêkujê. Có¿, ostatecznie jeszcze siê nie zdecydowa³em, ale chyba masz racjê…
Wied¼ma popatrzy³a na niego spode ³ba.
- No raczej, ¿e mam racjê. Ciotki zawsze maj± racjê.
Wyjê³a z torby d³ug±, cienk± miot³ê. Torba by³a za ma³a, aby taki sprzêt móg³ siê w niej normalnie zmie¶ciæ, wiêc – co za tym idzie – by³a to jedna ze sztuczek Prigentop. Z ty³u miot³a mia³a ma³y, kwadratowy silniczek z napisem Pirat 3000. Wied¼ma odpali³a j±, usiad³a na niej i unios³a siê w powietrzu. Na po¿egnanie powiedzia³a:
- Rób, jak uwa¿asz, ale pamiêtaj, nie patrz siê w oczy sowomagów.
I odlecia³a. Dla wyja¶nienia – sowomag to potê¿na kreatura, mutacja sowy z czarnoksiê¿nikiem. Czarodzieje od setek lat wrzucali do garnka m³od± sowê i niemowlaka, dziêki czemu tworzyli kolejnych sowomagów. Sowomag jest nie¶miertelny i jedyna rzecz, jaka mo¿e go zabiæ, to cytryna. Sowomagowie nienawidz± cytryn. Kiedy¶ prowadzili wojnê z Owocowym Pañstwem, bodaj¿e w oko³o tysiêcznym roku. Pola³o siê wtedy mnóstwo nektaru. Jednak nie wyginê³y wszystkie cytrusy, o, nie. Od tamtego czasu na ¶wiecie mutuje siê cytryny i powstaj± takie machiny zag³ady, jak pomarañcze lub – o zgrozo – grejpfruty. Sowomagowie chodz± ubrani w kolorowych szatach, z wielkimi kapturami na g³owach. Kiedy ods³onisz jednemu z nich kaptur, bêdzie skrzecza³ i nawo³ywa³ mityczne si³y. Jego oczy bêd± wielkie i przera¿aj±co skupione na Tobie. Oni hipnotyzuj± w³asnym spojrzeniem. Gdy zostaniesz zahipnotyzowany, rzuc± na Ciebie jaki¶ mocarny urok lub zaklêcie i bêdziesz gryz³ glebê.
Dziadek Gulirex zmierza³ w kierunku Schroniska Ob³±kanych. Zarz±dza³ nim Papa ¯yd, czyli, po imieniu – Icoteraz.
Wszed³ do ¶rodka. Wewn±trz by³o duszno i ¶mierdzia³o potem. W klatkach spali, siedzieli lub obgryzali paznokcie ró¿ni ludzie, wszyscy, oczywi¶cie, ob³±kani. Wiêkszo¶æ z nich nale¿a³a do ¯ebraków. Có¿, taki los.
Gulirex stan±³. Poczu³, ¿e kto¶ trzyma go za koszulê. Odwróci³ siê i zobaczy³ wysokiego, szarego ¯ebraka, z brudn±, nieogolon± twarz± i próchniej±cymi zêbami.
- Ej, stary – szepn±³. – Te¿ ¶mierdzi ci tutaj potem?
Dziadek pokiwa³ g³ow±.
- Haha, dobre. Bo mi tutaj ¶mierdzi przedtem! Czaisz? Rozumiesz?! Przedtem! Hahahaha, no [kwa!], hahaha. Przedtem!
Gulirex odsun±³ go od siebie i szed³ dalej w kierunku drzwi Zarz±dzania Ruchomo¶ciami.
Zapuka³ i otworzy³ drzwi. Papa ¯yd rozmawia³ akurat przez telefon. Zaprosi³ go gestem do ¶rodka.
Gulirex usiad³ wygodnie na fotelu przed biurkiem. Wiedzia³, ¿e to s± te czarodziejskie fotele z ruchomymi piaskami w ¶rodku. Gdy klient jest zbyt natarczywy, krzes³o wci±ga go do nieznanej nikomu krainy, zazwyczaj gdzie¶ w ¶rodku Krypanii lub nawet, co gorsza, Rakishu.
Icoteraz zakoñczy³ rozmowê przez telefon, od³o¿y³ s³uchawkê, po czym popatrzy³ na dziadka bystrym wzrokiem zza swych okularów.
- Armia ju¿ czeka na twoje komendy. Wyruszycie dzisiaj wieczorem przez Szlak Dziewic. Trzymaj siê, stary byku.
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach Nie mo¿esz za³±czaæ plików na tym forum Nie mo¿esz ¶ci±gaæ za³±czników na tym forum
Wymiana buttonami z PokeCollect
Forum wykorzystuje cookies, tak jak ka¿de inne w internecie, w tych samych celach (reklamy, statystyki, ustawienia). Przegl±dark± mo¿esz regulowaæ warunki przechowywania cookies.